Google Website Translator Gadget

wtorek, 21 grudnia 2010

Pogoda

Muszę podzielić z wami nowinkami o pogodzie gdyż zdarzyła się rzecz niezwykła w Denizli. Otóż w sobotę 11 grudnia spadł pierwszy śnieg od... 7 lat. Oczywiście temperatura była odpowiednio niska. Było chyba Z -4 czy -5  wtedy. Oczywiście nie miałem zimowej odzieży takiej jak kurtka, buty, czapka, szalik, rękawiczki. Turcy wpadli w panikę: grube kurtki, szaliki, wielkie rękawice i oczywiście było zdecydowanie mniej ludzi na ulicach. Śmieliśmy się że śnieg oznacza dla Turków: Siedź w domu! Żadnych piaskarek, opon zimowych itp. nie ma w tej części Turcji. Oczywiście były spóźnienia wśród uczniów i absencje. W English Life na dodatek zepsuła się dmuchawa z ciepłym powietrzem, więc ludzie siedzieli przy kaloryferach, niemalże siadając na nich. Oczywiście drzwi były zamknięte i otwierało je się tylko na dźwięk pukania. Na nieszczęście u mnie w domu nie działały jeszcze kaloryfery, a tureckie okna nie są uszczelniane więc było naprawdę zimno nie tylko na zewnątrz ale także wewnątrz mieszkania. Jednakże od następnego dnia temperatura zaczęła wzrastać i zaczęło padać całymi dniami zatem cały śnieg stopniał 2 dni później a temperatura zaczęła gwałtownie wzrastać. W tych dniach nie zazdrościłem Polakom, którzy borykali się z -20 st. mrozu. Od piątku czy soboty zaczęło nawet grzać słońce, a dzisiaj nawet było z 15 stopni w dzień. Oczywiście Turkom zimno, siedzą w grubych swetrach lub kurtkach na zajęciach i karzą sobie włączać dmuchawę w salach. Mnie tam ciepło jest. Pocieszam się myślą, że w Polsce jest znacznie zimniej. Poniżej zamieszczam zdjęcia i krótkie filmiki gdzie widać wciąż zaśnieżone szczyty gór.
Tak wyglądała niedziela po padaniu śniegu przez całą sobotę

Wtorek po intensywnych deszczach
Ten sam dzień, inne ujęcie


Piątek i szczyty gór niedaleko mojego mieszkania

Inne szczyty, ten sam dzień




Dzisiejszy dzień: niebieskie niebo i cirrusy (chmury pierzaste dla mniej wtajemniczonych lub białe obłoczki dla jeszcze mniej wtajemniczonych
To też zdjęcie z dzisiaj, tylko z Elvisem na balkonie

niedziela, 19 grudnia 2010

Trochę nowości

Nie pisałem dość dawno bo mieliśmy mały problem z internetem. Po prostu mieliśmy za wolne łącze na 5 osób. Zatem jak któryś z użytkowników nadużywał transferu, wtedy inni nic nie mogli robić. Wyszło na to że to ja jestem temu winny, gdyż najwięcej obciążałem łącze. Dlatego kupione zostanie, albo już zostało, szybsze łącze. W ogóle muszę wyznać że Turcja to kraj monopolistów. Większe działy gospodarki skupione są w rękach kilku firm lub nawet osób. Nie ma zatem większej konkurencji. Gaz, internet, prąd, służby medyczne, wodociągi, telefonia stacjonarna są obsługiwane przez jedną firmę zatem nie ma miejsca na prywatne inne korporacje. Oczywiście monopoliści narzucają ceny a jakość usług nie zawsze jest zadowalająca. Aydem (prąd) - większa burza = brak prądu, rachunki wysokie; gaz - rachunki wysokie a czeka się z miesiąc albo i dłużej by panowie łaskawie przyszli i podłączyli albo by przyszli w ogóle jak coś potrzeba; TTNet (Internet jak można się łatwo domyślić, ale także telefonia i chyba też w telewizji maczają palce) - rachunki wysokie :), wolne łącza i niezbyt atrakcyjne pakiety; PTT - poczta + telegram + telefonia (wiadomo o co chodzi) - małe klitki, pełno ludzi no i nie dostałem się do środka więc nie wiem jak się sprawuje ta instytucja ale ceny są w porządku z tego co przeglądałem w internecie. Oczywiście są też oligarchowie tutejsi tacy jak Koç, Sabancı którzy kontrolują gospodarkę (energia, transport, edukacja, petrochemia, AGD, RTV itp.) Nawet potentaci w przemyśle spożywczym, ale naprawdę jest przekrój od nabiału, przez słodycze, makarony, kończąc na musztardach. Wielka trójka to 
       






Ten najwyżej to zdecydowanie lider, ten niżej po lewej znacznie gorzej sobie radzi, a ten trzeci to raczej produkty z niższej półki. Są też produkty produkowane przez sieci handlowe jak u nas produkty Carrefoura, TiPa albo Eco. Tutaj są produkty sieci MIGROS ale nie inaczej niż w Polsce, często nie ustępują jakością (a czasem i ceną a niektóre produkty są nawet droższe) tym markowym. Chleb też w sumie jest jeden a nie jak w Polandzie: baltonowski, regionalny, czy jakiś tam jeszcze inny. Są oczywiście inne rodzaje: ciemny, z ziarnami czy jakieś tam jeszcze inne dla smakoszy (chleba? - trochę dziwnie to brzmi) podobnie jak u nas Schulstad czy coś w tym rodzaju ale zapakowane w workach i umieszczone na innych stoiskach.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Garść informacji

Nie pisałem ostatnio z dwóch powodów. Po pierwsze nic ciekawego tak na prawdę się nie dział, a po drugie nie miałem internetu przez parę dni i musiałem używać tego w pracy, a przecież nie przesiadywałem tam całym dniami. Niestety robi się coraz chłodniej w mieście ale i tak koło 13 stopni na plusie, w porównaniu z Polską to jesienna pogoda. Mamy już w sumie trójkę nowych nauczycieli. Same kobiety, mała dyskryminacja co nie ? Jestem ja i jeszcze Amerykanin Lukas ale on tylko na pół etatu robi. Jednak straszne rzeczy one robią z tego co słyszałem gdyż nie miałem okazji zobaczyć jak prowadzą zajęcia bo mam przecież swoje w tym samym czasie. Albo mówią niewyraźnie swoim akcentem (jedna Szkotka, druga Austriaczka która siedziała przez wiele lat w Ameryce no i Rosjanka). Albo nie wiedzą co mają robić albo robią np 19 stron nowej pracy podczas gdy max 9-10 jest dopuszczalne, uczą się pytań na pamięć zamiast normalnie je przeczytać z książki. Mieliśmy różne głosy niezadowolenia od uczniów. Ja natomiast zbieram pochwały z tego co powiedział mi szefo, który wpadł tak na chwile pokazać szkołę paru gostkom z Izmiru. Tak to bywa jak się ma normalny trening a nie po prostu bierze się ludzi z ulicy i każe się im uczyć tylko dlatego że mówią po angielsku. Próbowaliśmy z Alicją wytłumaczyć im wszystko, pisaliśmy co mają robić i jak ale bez praktyki "na sucho" wg mnie nie można odnieść sukcesu. Np uczniowie prosili mnie żebym to ja przeprowadził egzamin (i tak tylko 2 osoby zdały z których jedna ledwo.) Nie wiem co teraz - być może jeszcze raz powtórka stage'a. Trzeba pogadać z Abdullahem. Aha.... Był także mecz gdzie grali między innymi uczniowie, Abdullah i parę innych osób. Drużyna Abdullaha przegrała...

środa, 17 listopada 2010

Początek świąt

Dzisiaj pierwszy dzień świąt. Na ulicach ani żywego ducha, tylko owcze odchody (yak!) Najgorsze jest jednak to że wszystkie sklepy, zakłady, restauracje (dosłownie wszystko) było pozamykane. Nie mogłem więc kupić niczego do jedzenia. Wszyscy albo wyjechali z Denizli albo siedzieli w meczecie odświętnie ubrani. Nie tak jak w krajach chrześcijańskich czasem bywa, że przykładowy pan Zdzisiu przyjdzie do kościoła po paru głębszych a większość w ogóle oleje sprawę i bądź chleje wodę bądź idzie się zabawić. Po drodze z kościoła pana Zdzisia zaczyna znowu suszyć więc wstąpi do Żabki albo innego sklepu, który jest otwarty (właściciel przecież może otworzyć jak ma takie widzimisię) by kupić coś orzeźwiającego. Jednak czy głęboko czy prawie w ogóle nie wierzący muzułmanin przestrzega tradycji i zachowuje "przepisy" dotyczące obchodzenia świąt. Na szczęście po południu otworzyli centrum handlowe więc mogłem zakupić trochę żywności lecz nigdzie nie było chleba więc mam problem. Może za późno poszedłem albo przez święta w ogóle nie będzie. Jeszcze mi został prawie cały ale mam nadzieje że jak wcześniej pójdę to może dostanę. Jak nie to trzeba będzie przymusowo pościć.  Tak w ogóle to wszędzie można było spotkać albo wiszące skóry, albo grillowane mięcho bądź flaki w workach w śmietnikach. Niemalże wdepnąłem w jednego takiego flaka będąc na spacerze z Elvisem wieczorem. Poniżej zdjęcie pana z samochodem pełnym pozostałości po owcy i innych ciekawych jej części.

wtorek, 16 listopada 2010

15.11 - Turecki specjał - pide

Tego dnia miałem udać się po zaległą zapłatę (10 dni obsuwy). Okazało się, że pieniądze są wypłacane jak zapłacą studenci a to często się przeciąga w nieskończoność (no cóż, taki kraj). Oczywiście uczniowie spóźnili się z pół godziny a i tak nie dostałem całej sumy (brakuje stówy). Reszta po świętach. Mam na myśli tutejsze które zaczęły się dzisiaj i trwają 4 dni chyba ale i tak od weekendu jest laba. Najpierw rytualnie szlachtuje się owcę a potem grilluje się różne podroby albo sprzedaje tym których nie stać na swoją własną owcę. Widziałem jak jedna jest ciągnięta za szyję wokół której zawiązany był powróz. No ale po dostaniu kasy poszedlem do zaprzyjaźnionej knajpki zamówić sobie żarełko. Jednym z (kolejnych) najbardziej charakterystycznych tureckich dań jest pide - turecka wersja pizzy. Często krojona jest w paseczki lub małe kawałki by łatwiej było jeść. Na wierzch, wg uznania, można położyć wszelkiego rodzaju mięso, przyrządzone na jaki się chce sposób, do tego można także dodać rożnego rodzaju warzywa, zapiec ser, dodać rybę lub inne owoce morza. Krótko mówiąc- wiele wariacji bez powtórzeń.:) Do tego sałatka, której podstawa jest natka pietruszki, sałatka słodko-kwaśna, sól, napój wedle uznania, widelczyk, wykałaczka, serwetka i oczywiście ściereczka nawilżająca. Oczywiście restauracje dają też swoje broszurki z menu - nasi restauratorzy też powinni tak robić. Oczywiście popijałem sobie kawę turecką z cudnej filiżaneczki oczekując na zamówienie.
Pide w całej okazałości

sałatka - to białę to rzepa + ostre(!)papryczki, natka i cytrynka




Zdjęcia przedstawiają cały pakiet na wynos.

niedziela, 14 listopada 2010

Słów kilka o jedzeniu.

Ekmek - czyli chleb po turecku

Jest mnóstwo książek o kuchni tureckiej, która jest o wiele bardziej urozmaicona i bogata w przeróżne smaki niż chociażby nasza polska. Nie będę zatem pisał poematów ani opisywał wszystkich potraw gdyż każdy przecież może poszperać w internecie lub odwiedzić księgarnię. Napiszę po prostu parę ciekawostek z życia wziętych. Po pierwsze tutejszy chleb nie bardzo można nazwać chlebem. Przypomina on raczej wyglądem i smakiem nasza bułkę parówkową. Waży on 300 gr czyli około polowe mniej niż polski chleb no i przeciętny Polak (czyli ja chociażby) by się najeść porządnie musi zjeść z połowę tego chleba. Turcy rzadko używają masła (weź tu człowieku rozsmaruj cokolwiek na tym chlebopodobnym produkcie), lecz urywają kawałek i maczają w czym popadnie. Typowe produkty na śniadanie to ser (biały, a la nasz ser górski, lub żółty) posypany zieleniną (najczęściej natka pietruszki, która to jest dodawana prawie do wszystkich potraw), oliwki w oliwie z oliwek z pieprzem (wszelkiego rodzaju), jogurt, czasem krem czekoladowy, jajecznica ale przyrządzana zdecydowanie inaczej niż polska. No i oczywiście podstawą są drożdżówki (najczęściej z serem ale też popularne są z oliwkami) i obwarzanki obsypane sezamem. W sumie zabawna sytuacja wynikła kiedy kupowałem te ostatnie. Podczas mojego pobytu w Izmirze sprzedawane one był na ulicy i rozłożone na charakterystycznych wózkach w całym mieście. Sprzedawcy uliczni zachwalali swoje produkty wołając "Taze gevrek!" (świeży gevrek). Idąc zatem do sklepu mówię: "Poproszę dwa gevreki." (iki gevrek istiyorum)! Ekspedientka popatrzyła na mnie jakoś dziwnie, najwidoczniej nie zrozumiawszy o co się rozchodzi. Ale wskazałem palcem na żądany produkt i wszystko było w porządku. Dopiero po przyjściu do domu okazało się, że tylko w Izmirze obwarzanki te nazywają się gevrek ( naleciałości albańskie czy bułgarskie) natomiast prawie w całej Turcji nazywają się simit. Na przyszłość będę pamiętał. Najlepiej smakują świeże oczywiście z miodem jak widać na zdjęciu które zrobiłem zajadając się nimi. Turcy oczywiście do wszystkiego piją ayran - swoisty napój z jogurtu, wody i soli. Często też w lokalach jest swoista maszyna (jak np do lodów włoskich), z której można nalać tenże napój. Natomiast wszyscy cudzoziemcy zamawiają colę, fantę itp. Na każdym stole w każdej restauracji i w większości barów jest woda (su). Jak chcesz to pijesz i płacisz; jak nie chcesz to zostawiasz nietkniętą. W każdej (dosłownie każdej) restauracji i w każdym (tym razem) barze kuchnia nie jest gdzieś w kazamatach gdzie "nieupoważnionym wstęp wzbroniony." Tutaj kuchnia znajduje się wewnątrz lokalu, przy stolikach i można obserwować proces przygotowywania potrawy. Wszystkie produkty są świeże, nie ma co do tego wątpliwości. W Polsce natomiast używany jest stary olej, mrożonki nie koniecznie po raz pierwszy rozmrażane, nie wiadomo co tam ci wciskają do środka i skąd produkty są brane (stąd częste zatrucia). Przecież nic nie może się zmarnować. W oczekiwaniu na zamówienie (we wszystkich prawie jadłodajniach możliwe jest danie na wynos) lub zaraz po (jeśli się jadło na miejscu) proponowana jest herbata (zazwyczaj darmowa) podawana w charakterystycznych szklaneczkach. Turcy piją ją hektolitrami parę razy dziennie po kilka jednorazowo. Dostarczana jet ona nawet do biór i innych zakładów pracy z pobliskich lokalów.

Çay (czaj) - herbata po turecku

kahve - kawa po turecku      

Odwracanie filiżanki do góry dnem i wróżenie z fusów
Nie należy zapominać także o kawie po turecku serwowaną w małych filiżaneczkach jak espresso. Najlepiej smakuję ta pita na bazarze siedząc na małych krzesełkach słuchając pogrywania Cyganów na tradycyjnych instrumentach i śpiewających tradycyjne pieśni, które każdy Turek zna i wszyscy klaszczą w takt muzyki. Następnie oczywiście powinno siedząc datki wrzucane do instrumentów. Czasem (zazwyczaj jak się pije kawę w domu) do następuje wróżenie z fusów (starsi obywatele praktykują ten obyczaj). W wielu lokalach (także na bazarze) wieszany jest amulet zwany "okiem proroka", która ma zapewnić dobrobyt i pomagać w utrzymaniu dobrego wzroku.
 
Jedną z moich ulubionych potraw a zarazem jedną z najtańszych potraw jest lahmacun (wym. lahmadżun)  - 2 liry za sztukę, ale zwykle zamawia się 2 albo trzy bo jednym się nie można najeść. Jest to rodzaj pizzy na bardzo cienkim cieście, z mięskiem drobno posiekanym + przyprawy (jest możliwość wyboru czy ma być na ostro czy nie). Do tego jest sałatka (jak w sumie do wszystkich potraw), w skład której wchodzi przede wszystkim cebula, rożne odmiany sałaty, czasem ogórek, pomidor, kapusta czerwona. Do tego dodawana jest cytryna do pokropienia sałatki (nie używa się octu) oraz sałatka z granatów (jeżeli wcześniej sałatka nie byłą pokropiona ich sokiem), która nadaje kwaskowatości potrawie; a także ostre papryczki.

lahmacun w pełnej okazałości

 Dwa rodzaje papryczek (długie mniej ostre i tzw turşu (turszu)- ostre!

Sałątka z granatów

Jednym z najbardziej charakterystycznych potraw jest oczywiście kebab lecz istnieją setki odmian i sposobów przyrządzania. Jednym z najbardziej charakterystycznych jest iskender kebap (w Turcji piszę się z "p" na końcu). Jednakże każde miasto, a nawet każdy lokal przyrządza go w inny sposób. Podstawą są skrawki mięsa, pomidory, jogurt, chleb (coś jak podpłomyki). Jednakże sposób zmieszania (a także cena) różni się od lokalu do lokalu oraz miasta do miasta. Poniżej zamieszcza przykładowe zdjęcie jednej z odmian.


piątek, 12 listopada 2010