Google Website Translator Gadget

środa, 10 listopada 2010

Pogoda

Chciałbym napisać trochę o dziwnej pogodzie w Denizli. Miasto położone jest w przedgórzu zatem pogoda jest bardzo mieszana i unikalna dla tego regionu Turcji. Występuje tu mieszanka klimatu górskiego, kontynentalnego i śródziemnomorskiego. Jak przyjechałem było parno, w październiku  były dni (szczególnie wieczory no i noc oczywiście) bardzo mroźne tak że siedzieliśmy pod narzutą opatuleni i w bluzach zapiętych pod szyje; wiał też zimny górski wiatr. Natomiast teraz na przykład znowu jest ciepło, może nie upalnie ale około 20 - 23 st w dzień (tak jest od 2-3 dni) natomiast wieczorem np. wczoraj było 18 st. Zatem można siedzieć w koszulce z krótkim rękawem i otworzyć okno w pokoju na oścież. Zima podobno tu jest łagodna i dość krótka (max 3 miesiące bez śniegu raczej ale z mroźnym górskim wiatrem, a temperatura raczej dodatnia - ok. 5 st.) Mam nadzieję że przetrzymam zimę bez żadnych problemów :).

Problemy z prądem

Nie pisałem przez parę dni ponieważ nie było prądu, gdyż moi ziomale nie zapłacili rachunku. Jak się nie zapłaci w terminie to natychmiast odcinają dostawę. W ogóle to Aydem - firma zajmująca się dostawą energii elektrycznej jest do d.... Często są przerwy w dostawie prądu, wtedy wysiada prąd w całej dzielnicy, sygnalizacja nie działa itp. Nawet w restauracjach jest ciemno. Nikt nie jest zadowolony z działalności tej firmy, gdyż są opłaty nie wiadomo czasem za co i po prostu orżnie cię na każdym kroku. No ale ma ona monopol więc trzeba zaciskać zęby i machnąć ręką na to.  Na szczęście w końcu mamy gaz więc można sobie normalnie gotować na wszystkich palnikach a nie tylko na jednym elektrycznym.


 \Jeżeli chodzi o szkołę to wszystko jest chyba w jak najlepszym porządku, nie mam na co narzekać. Zajęcia są bardzo przyjemne, prowadzę je, mam nadzieję, w miłej atmosferze, nie stresuję uczniów itp. Ostatnio ktoś powiedział, że wyglądam jak Jim Carrey. nie wiem czy to komplement czy nie ;). W poniedziałek zaczynają się święta więc będzie 9 dni wolnego, być może już od najbliższego weekendu szkoła będzie zamknięta ale się jeszcze zobaczy.

sobota, 6 listopada 2010

Zamiast trzech mamy dwóch nauczycieli.

Dzisiaj dowiedziałem się, że Australijka zrezygnowała i wszystko się wymieszało. Nie wiadomo już kto ma kiedy, gdzie i z kim zajęcia. Oczywiście dodatkowych książek jeszcze nie ma, czyli w poniedziałek znowu będzie kabaret z 4 grupami i tylko dwoma książkami. W ogóle to dzisiaj byłem trochę śpiący na zajęciach, ponieważ moi współlokatorzy zapomnieli obaj klucza i wspinali się po balkonie a następnie stukali do mnie (około 4 rano) a potem jak to zwykle bywa hałasowali. Jak się rano dowiedziałem przesiedzieli całą noc i dopiero jakiś czas po moim wyjściu na zajęcia położyli się spać a wstali gdzieś koło 16 :D. Natomiast moi uczniowie, a było ich czerech z 6 którzy mi ostatecznie zostali, byli dziwnie pobudzeni (szczególnie na 4 godzinie). Nie dziwię się im gdy uczą się 4 godzinę, jak też bym dostawać hopla na ich miejscu. Ale nie znaczy to że mogą bezkarnie przerywać ciąg lekcji. Nie mogli opanować śmiechu i ja też już nie wytrzymałem i tylko załamałem ręce i pozwoliłem im odreagować. W sumie zrealizowałem, to co zaplanowałem, więc w sumie nic takiego się nie stało. Tak z drugiej strony, ciekawe co było w tej herbacie czy kawie które pili wcześniej :)

piątek, 5 listopada 2010

Paweł - ekspert od metody Callana? (4.11)

Tego dnia miałem przyjść wcześniej, gdyż miałem przygotować nową nauczycielkę z Rosji czy Ukrainy (w sumie to niewielka różnica). Alicja też dołączyła, a także jedna z nowych nauczycielek chciała poobserwować. Według mnie sporo jeszcze musi poćwiczyć, szczególnie z głosem (za cicho mówi) , wymową, gramatyką (bo czasem robi podstawowe błędy). Zapomina 2 razy powtarzać pytania, wskazywać kto ma odpowiedzieć i trochę wolno wszystko robi. Wygląda na przerażona, a przy pełnej klasie może być nieciekawie. Ja miałem tydzień treningu a ona miała się nauczyć wszystkiego w 2 godziny bo miała już wziąć klasę ze stage'a 1 tego wieczoru. Nie wiem jak jej poszło bo nie widziałem jej później. Doprawdy zadziwia mnie polityka tej szkoły. Na szczęście ja się rozwijam i uważam sie za dobrego nauczyciela metodą Callana. Uważam też że uczniowie mnie lubią, mówią mi dzień dobry (wieczór, dobranoc, wiadomo - zależy od pory dnia). Zaprzyjaźnione osoby (w sumie dziewczyny same) ze stage'a 6, których zajęcia raz prowadziłem jak być może pamiętacie, pytały czy mogą przyjść na moje zajęcia. Oczywiście żartem powiedziałem, że nie mamy krzeseł (w rzeczywistości miały przecież swoje zajęcia). One na to, że mogą przynieść swoje krzesła, ale ostatecznie nie przyszły. W sumie nic więcej ciekawego lub wartego napisania sienie zdarzyło tego wieczoru i nocy.

czwartek, 4 listopada 2010

Ciekawa środa 3.11

W środę miałem tylko j eden zajęcia wieczorem więc moglem spokojnie sobie zrobić zakupy, poprasować trochę, lecz oczywiście panowie spali gdzieś do 14 więc starałem się zachowywać cicho jak nakazuje obyczaj. Oczywiście jedli "śniadanie" o 15 :D. Na szczęście wyjaśniła się sprawa piw, które zniknęły w tajemniczych okolicznościach. Suleyman (jeden z moich współlokatorów - przypis redakcji) powiedział, że zabrakło im piw a sklepy już były pozamykane i wypili moje ale kupią więcej tego dnia i dla mnie też się znajdą. Zatem spoko się zachowali muszę przyznać. Wieczorem zajęcia przebiegły raczej bez zakłóceń więc nie będę się rozpisywał na ich temat. Teraz już mogłem mówić w normalnym tempie a nawet przyspieszałem jak to tylko ja potrafię (nawet Brad - Amerykanin ze szkolenia w Izmirze się dziwił, że potrafię mówić tak szybko, szybciej niż native speakerzy) gdyż już było tyle powtórek, że uczniowie zdolni byli do tego by odpowiadać automatycznie.
Natomiast wieczorem była mała imprezka: zebrało się kilka osób, wypiliśmy parę piwek, pojedliśmy chipsów, orzeszków, słonecznika, posłuchaliśmy muzyki, jak to na typowej domówce. Potem koło północy dziewczyny poszły, a potem zaczęły się męskie rozrywki: sprawdzanie wyników meczy, pokerek itp. Posiedzieliśmy dość do późna, chyba do 3 rano a potem trzeba się było zbierać spać. Jeden gościu nie wytrzymał i padł ogarnięty snem. No ale można było pospać do tej 12 dzisiaj z Elvisem, które zoczyłem śpiącego w moich nogach.

środa, 3 listopada 2010

Kolejny cięzki dzień - wtorek 2 listopada

Zaduszki też nie należały do najłatwiejszych. Znowu miałem prywatnego ucznia nie wiem dlaczego ponieważ wg planu nowa nauczycielka ma go mieć ale tylko ten tydzień ma być taki pokręcony (mam nadzieję). Przyszedłem na 11.30 i normalnie zaczęliśmy lekcję ale po chyba 15 minutach przyszłą Zeynep i powiedziała żeby się wstrzymać 15 minut bo nowa nauczycielka nie zdążyła na autobus czy pociąg czy coś tam, a miała obserwować moje zajęcia. Czekamy do 12 a tu nic; ja nie było jej tak nadal jej nie ma. Czas wykonać telefon. Okazało się że się zgubiła i nie wie jak dojść do English Life. Po próbach określenia jej lokalizacji ( z pomocą jakiegoś Turka która akurat gdzieś tam przebywał obok niej) ustaliliśmy gdzie ona się znajduje. Więc razem z Abdullahem i uczniem (który wcześniej postawił mi kawę podczas naszego oczekiwania) pojechaliśmy samochodem tego drugiego po naszą nauczycielkę. W sumie było chyba z 45 min obsuwy zanim zaczęliśmy lekcję. A musiałem zaczynać od początku więc te 15 min było zmarnowane. Tak że miałem chyba z 20 czy 25 min przerwy z godziny wg planu. Oczywiście zajęcia o 14.30 przebiegły bez zakłóceń jak zwykle. No i w końcu dziewczyny miały szkolenie z metody. chociaż zostały rzucone na głęboką wodę wieczorem - jedna stage 6 chyba a druga 10). Ja jak wychodziłem ze szkoły bylem przygotowany na to że wezmę stage 3 więc przejrzałem szybko książkę. Abdullah postawił mi lunch na wynos ponieważ powodu obsuwy nie poszliśmy w ciągu planowanej godziny : 2 adana tavuk Şiş - czyli wołowe kebaby zawinięte w naleśniczek. Do tego trochę pikli: ogórki konserwowe, które smakują inaczej niż nasze (bardziej słodkie i nie czuć w ogóle octu) i małe ostre papryczki (nie wiem jak się nazywają bo u nas w Polsce ich nie ma). W sumie bardzo dobrze że tak się stało. A dlaczego to zaraz opowiem. Po drodze kupiłem 3 Efesy żeby wypić z kolegami co też dostarczyło mi nie lada zmartwień (o czym tez powiem). Wracam do domu i zjadam te tavuki i zacząłem gotować makaron spaghetti jednak w trakcie gotowania zabrakło prądu (a kuchenka jest na prąd jak na razie), potem na 10 sekund włączyli a potem znowu nie było. Zatem zostawiłem ten niedogotowany makaron bo już musiałem wychodzić na zajęcia. Potem okazało się że mam zajęcia ze stage'm 1 nie trzecim (super, grafik zmienił się w trakcie 3 godzin) od tego z pracownikami z firmy Aydem, która właśnie zajmuje się dostawą energii elektrycznej ale nie mogłem im wygarnąć za częste braki prądu; nie tylko dlatego że to moi uczniowie ale także ponieważ nie znali angielskiego na tyle by mnie zrozumieć. Czyli ten lunch od Abdullaha był zbawienny dla mnie gdyż inaczej nic bym nie zjadł. Oczywiście było zamieszanie kto gdzie ma uczyć, problemy ze zrozumieniem że uczniowie mają się 2 (!) razy podpisać pod SWOIM imieniem, chociaż pokazywałem gdzie i ile palcami.  Ale nie ma co zbytnio się na ten temat rozpisywać. Ważne jest to że mój makaron wylądował w koszu także zjadłem co innego co było w lodówce. Potem przyszło z czterech kumpli moich koleżków i jakaś mini impreza była. Oczywiście były problemy ze spaniem bo nie zamknęli drzwi od dużego pokoju a także ja nie mogłem zamknąć swoich bo miał jeden albo dwóch spać u mnie. Do tego nie umieją mówić szeptem by uszanować że ktoś próbuje spać.No ale trudno bo dzisiaj mam na 19.30. Ale się nieźle wku....łem jak zobaczyłem dzisiaj rano, że moje piwa "zniknęły". Nawet mi jednego nie zostawiły skurczybyki. 9 lir poszło się gonić. Więcej już nie kupię im i będę gdzieś chował swoje. Drastyczne sytuacje wymagają drastycznych środków jak mawiają Anglicy.

poniedziałek, 1 listopada 2010

Cholera jasna! Co to ma być?

Miałem dziś mieć zajęcia na 14.30 więc nie spieszyłem się zbytnio ze wstawaniem. Jedząc śniadanie, zadzwonił do mnie telefon, mniej więcej o 11.30. Dowiedziałem się że mam prywatnego ucznia o 12 (!) Cudownie wręcz. Zbieram się więc jak najszybciej i pędzę do szkoły. Zdążyłem 3 min przed 12 (:)) Przeszli samych siebie. Poprzednio dostałem wiadomość godzinę max przed lekcją. W ogóle to wyjątkowo miałem dzisiaj o tej godzinie i do tego krócej ponieważ miałem zaraz potem catch-up z czterema osobami. Potem poznałem nasze nowe nauczycielki, które jak się później dowiedziałem, bez treningu ani przygotowania zaciągnięte zostały do nauczania. Pierwszy raz widziały książkę, class sheet gdzie wpisujemy zrealizowany materiał i w ogóle metoda jest dla nich nowością. Tylko zaletą jest że są native speakerami (Australia + UK) ale akcent maja okropny, nie bardzo mogę zrozumieć co mówią. W ogóle to nawet się nie przedstawiły tylko weszły do mojej klasy. Myślałem że to może nowe uczennice ale powiedziały że to nowe nauczycielki (nikt mi nie powiedział wcześniej, nie przedstawił itp.) Nie wiedziały jak wygląda lekcja, powtórzenie, czytanie, dyktando, ile materiału się przerabia w powtórce i New Work; zupełnie nic a miały mieć wieczorem zajęcia z moimi grupami. Zeynep miała im powiedzieć co i jak ale wg mnie to za mało by oswoić się z metodą w 0,5 h. Wieczorem był normalnie chaos: 4 grupy do których potrzebna jest książka 1 a było tylko 2 książki nauczyciela. Zatem z Alicją wzięliśmy zbędne książki uczniów bo znaliśmy w miarę dobrze książkę a zostawiliśmy właściwe książki nauczyciela nowym dziewczynom. Było zmieszanie bo najpierw bylo zamieszanie z salami, potem były błędne nazwiska na class sheet, nie było obrazka w sali gdzie miałem zajęcia a był potrzebny do demonstracji tego słowa. Mi było gorąco, im zimno i chcieli dmuchawę żeby włączyć. Ja czerwony na twarzy od gorącego powietrza a oni siedzą w kurtkach.
Ja pierdzielę co za ludzie ale bardzo miło przebiegła lekcja mimo wszystko. Do tego jeszcze Abdullah musiał im wytłumaczyć o co chodzi w metodzie zanim zajęcia się zaczęły a także trzeba było nową class sheet sporządzić bo nie widzieli jak się mają wpisywać. Ale burdel, do tego nowe dziewczyny spieprzyły w ogóle zajęcia: wyszły roztrzęsiono po 1 h, nikt nie mógł ich zrozumieć (ich akcentu) nikt ich nie nadzorował. Najwidoczniej słabe psychicznie. Ciekawe czy zostaną czy też nie. Do tego jeszcze nie uzupełniły class sheet, więc klęliśmy po polsku z Alicją na nie. Jutro ma być tak samo chyba, paranoja. Do tego jeszcze Lucas - nasz amerykański nauczyciel też wyraził swoja opinię o szkole że nie jest dobrze prowadzona a kierownictwo nie wie jak nią kierować, a do tego jego n owa uczennica - Rosjanka, nie bardzo mówi po angielsku mimo że to chyba stage 6. Jutro podejrzewam że też będzie ciekawie. Ale grafik ma się zmienić i nie wiem czy przy końcu tygodnia nie będzie znowu jakichś zmian. Wszyscy jesteśmy trochę wzburzeni i lekko zmęczeni. Do tego całe dnie są upchane od rana do wieczora w nowe klasy tak że nie mam dnia wolnego. W sumie 22 h/tydz - to więcej niż początkujący nauczyciel w polskiej szkole wg Karty Nauczyciela. Jutro ma znowu obserwować moje zajęcia jedna z naszych świeżych belferek - tym razem z prywatnym uczniem. Chyba pożyczę, albo po prostu dam, jej moje materiały ze szkolenia w Izmirze bo mi i tak już raczej nie będą potrzebne. Chyba trzeba będzie się porządnie narąbać któregoś dnia.