Google Website Translator Gadget

środa, 17 listopada 2010

Początek świąt

Dzisiaj pierwszy dzień świąt. Na ulicach ani żywego ducha, tylko owcze odchody (yak!) Najgorsze jest jednak to że wszystkie sklepy, zakłady, restauracje (dosłownie wszystko) było pozamykane. Nie mogłem więc kupić niczego do jedzenia. Wszyscy albo wyjechali z Denizli albo siedzieli w meczecie odświętnie ubrani. Nie tak jak w krajach chrześcijańskich czasem bywa, że przykładowy pan Zdzisiu przyjdzie do kościoła po paru głębszych a większość w ogóle oleje sprawę i bądź chleje wodę bądź idzie się zabawić. Po drodze z kościoła pana Zdzisia zaczyna znowu suszyć więc wstąpi do Żabki albo innego sklepu, który jest otwarty (właściciel przecież może otworzyć jak ma takie widzimisię) by kupić coś orzeźwiającego. Jednak czy głęboko czy prawie w ogóle nie wierzący muzułmanin przestrzega tradycji i zachowuje "przepisy" dotyczące obchodzenia świąt. Na szczęście po południu otworzyli centrum handlowe więc mogłem zakupić trochę żywności lecz nigdzie nie było chleba więc mam problem. Może za późno poszedłem albo przez święta w ogóle nie będzie. Jeszcze mi został prawie cały ale mam nadzieje że jak wcześniej pójdę to może dostanę. Jak nie to trzeba będzie przymusowo pościć.  Tak w ogóle to wszędzie można było spotkać albo wiszące skóry, albo grillowane mięcho bądź flaki w workach w śmietnikach. Niemalże wdepnąłem w jednego takiego flaka będąc na spacerze z Elvisem wieczorem. Poniżej zdjęcie pana z samochodem pełnym pozostałości po owcy i innych ciekawych jej części.

wtorek, 16 listopada 2010

15.11 - Turecki specjał - pide

Tego dnia miałem udać się po zaległą zapłatę (10 dni obsuwy). Okazało się, że pieniądze są wypłacane jak zapłacą studenci a to często się przeciąga w nieskończoność (no cóż, taki kraj). Oczywiście uczniowie spóźnili się z pół godziny a i tak nie dostałem całej sumy (brakuje stówy). Reszta po świętach. Mam na myśli tutejsze które zaczęły się dzisiaj i trwają 4 dni chyba ale i tak od weekendu jest laba. Najpierw rytualnie szlachtuje się owcę a potem grilluje się różne podroby albo sprzedaje tym których nie stać na swoją własną owcę. Widziałem jak jedna jest ciągnięta za szyję wokół której zawiązany był powróz. No ale po dostaniu kasy poszedlem do zaprzyjaźnionej knajpki zamówić sobie żarełko. Jednym z (kolejnych) najbardziej charakterystycznych tureckich dań jest pide - turecka wersja pizzy. Często krojona jest w paseczki lub małe kawałki by łatwiej było jeść. Na wierzch, wg uznania, można położyć wszelkiego rodzaju mięso, przyrządzone na jaki się chce sposób, do tego można także dodać rożnego rodzaju warzywa, zapiec ser, dodać rybę lub inne owoce morza. Krótko mówiąc- wiele wariacji bez powtórzeń.:) Do tego sałatka, której podstawa jest natka pietruszki, sałatka słodko-kwaśna, sól, napój wedle uznania, widelczyk, wykałaczka, serwetka i oczywiście ściereczka nawilżająca. Oczywiście restauracje dają też swoje broszurki z menu - nasi restauratorzy też powinni tak robić. Oczywiście popijałem sobie kawę turecką z cudnej filiżaneczki oczekując na zamówienie.
Pide w całej okazałości

sałatka - to białę to rzepa + ostre(!)papryczki, natka i cytrynka




Zdjęcia przedstawiają cały pakiet na wynos.

niedziela, 14 listopada 2010

Słów kilka o jedzeniu.

Ekmek - czyli chleb po turecku

Jest mnóstwo książek o kuchni tureckiej, która jest o wiele bardziej urozmaicona i bogata w przeróżne smaki niż chociażby nasza polska. Nie będę zatem pisał poematów ani opisywał wszystkich potraw gdyż każdy przecież może poszperać w internecie lub odwiedzić księgarnię. Napiszę po prostu parę ciekawostek z życia wziętych. Po pierwsze tutejszy chleb nie bardzo można nazwać chlebem. Przypomina on raczej wyglądem i smakiem nasza bułkę parówkową. Waży on 300 gr czyli około polowe mniej niż polski chleb no i przeciętny Polak (czyli ja chociażby) by się najeść porządnie musi zjeść z połowę tego chleba. Turcy rzadko używają masła (weź tu człowieku rozsmaruj cokolwiek na tym chlebopodobnym produkcie), lecz urywają kawałek i maczają w czym popadnie. Typowe produkty na śniadanie to ser (biały, a la nasz ser górski, lub żółty) posypany zieleniną (najczęściej natka pietruszki, która to jest dodawana prawie do wszystkich potraw), oliwki w oliwie z oliwek z pieprzem (wszelkiego rodzaju), jogurt, czasem krem czekoladowy, jajecznica ale przyrządzana zdecydowanie inaczej niż polska. No i oczywiście podstawą są drożdżówki (najczęściej z serem ale też popularne są z oliwkami) i obwarzanki obsypane sezamem. W sumie zabawna sytuacja wynikła kiedy kupowałem te ostatnie. Podczas mojego pobytu w Izmirze sprzedawane one był na ulicy i rozłożone na charakterystycznych wózkach w całym mieście. Sprzedawcy uliczni zachwalali swoje produkty wołając "Taze gevrek!" (świeży gevrek). Idąc zatem do sklepu mówię: "Poproszę dwa gevreki." (iki gevrek istiyorum)! Ekspedientka popatrzyła na mnie jakoś dziwnie, najwidoczniej nie zrozumiawszy o co się rozchodzi. Ale wskazałem palcem na żądany produkt i wszystko było w porządku. Dopiero po przyjściu do domu okazało się, że tylko w Izmirze obwarzanki te nazywają się gevrek ( naleciałości albańskie czy bułgarskie) natomiast prawie w całej Turcji nazywają się simit. Na przyszłość będę pamiętał. Najlepiej smakują świeże oczywiście z miodem jak widać na zdjęciu które zrobiłem zajadając się nimi. Turcy oczywiście do wszystkiego piją ayran - swoisty napój z jogurtu, wody i soli. Często też w lokalach jest swoista maszyna (jak np do lodów włoskich), z której można nalać tenże napój. Natomiast wszyscy cudzoziemcy zamawiają colę, fantę itp. Na każdym stole w każdej restauracji i w większości barów jest woda (su). Jak chcesz to pijesz i płacisz; jak nie chcesz to zostawiasz nietkniętą. W każdej (dosłownie każdej) restauracji i w każdym (tym razem) barze kuchnia nie jest gdzieś w kazamatach gdzie "nieupoważnionym wstęp wzbroniony." Tutaj kuchnia znajduje się wewnątrz lokalu, przy stolikach i można obserwować proces przygotowywania potrawy. Wszystkie produkty są świeże, nie ma co do tego wątpliwości. W Polsce natomiast używany jest stary olej, mrożonki nie koniecznie po raz pierwszy rozmrażane, nie wiadomo co tam ci wciskają do środka i skąd produkty są brane (stąd częste zatrucia). Przecież nic nie może się zmarnować. W oczekiwaniu na zamówienie (we wszystkich prawie jadłodajniach możliwe jest danie na wynos) lub zaraz po (jeśli się jadło na miejscu) proponowana jest herbata (zazwyczaj darmowa) podawana w charakterystycznych szklaneczkach. Turcy piją ją hektolitrami parę razy dziennie po kilka jednorazowo. Dostarczana jet ona nawet do biór i innych zakładów pracy z pobliskich lokalów.

Çay (czaj) - herbata po turecku

kahve - kawa po turecku      

Odwracanie filiżanki do góry dnem i wróżenie z fusów
Nie należy zapominać także o kawie po turecku serwowaną w małych filiżaneczkach jak espresso. Najlepiej smakuję ta pita na bazarze siedząc na małych krzesełkach słuchając pogrywania Cyganów na tradycyjnych instrumentach i śpiewających tradycyjne pieśni, które każdy Turek zna i wszyscy klaszczą w takt muzyki. Następnie oczywiście powinno siedząc datki wrzucane do instrumentów. Czasem (zazwyczaj jak się pije kawę w domu) do następuje wróżenie z fusów (starsi obywatele praktykują ten obyczaj). W wielu lokalach (także na bazarze) wieszany jest amulet zwany "okiem proroka", która ma zapewnić dobrobyt i pomagać w utrzymaniu dobrego wzroku.
 
Jedną z moich ulubionych potraw a zarazem jedną z najtańszych potraw jest lahmacun (wym. lahmadżun)  - 2 liry za sztukę, ale zwykle zamawia się 2 albo trzy bo jednym się nie można najeść. Jest to rodzaj pizzy na bardzo cienkim cieście, z mięskiem drobno posiekanym + przyprawy (jest możliwość wyboru czy ma być na ostro czy nie). Do tego jest sałatka (jak w sumie do wszystkich potraw), w skład której wchodzi przede wszystkim cebula, rożne odmiany sałaty, czasem ogórek, pomidor, kapusta czerwona. Do tego dodawana jest cytryna do pokropienia sałatki (nie używa się octu) oraz sałatka z granatów (jeżeli wcześniej sałatka nie byłą pokropiona ich sokiem), która nadaje kwaskowatości potrawie; a także ostre papryczki.

lahmacun w pełnej okazałości

 Dwa rodzaje papryczek (długie mniej ostre i tzw turşu (turszu)- ostre!

Sałątka z granatów

Jednym z najbardziej charakterystycznych potraw jest oczywiście kebab lecz istnieją setki odmian i sposobów przyrządzania. Jednym z najbardziej charakterystycznych jest iskender kebap (w Turcji piszę się z "p" na końcu). Jednakże każde miasto, a nawet każdy lokal przyrządza go w inny sposób. Podstawą są skrawki mięsa, pomidory, jogurt, chleb (coś jak podpłomyki). Jednakże sposób zmieszania (a także cena) różni się od lokalu do lokalu oraz miasta do miasta. Poniżej zamieszcza przykładowe zdjęcie jednej z odmian.


piątek, 12 listopada 2010

środa, 10 listopada 2010

Pogoda

Chciałbym napisać trochę o dziwnej pogodzie w Denizli. Miasto położone jest w przedgórzu zatem pogoda jest bardzo mieszana i unikalna dla tego regionu Turcji. Występuje tu mieszanka klimatu górskiego, kontynentalnego i śródziemnomorskiego. Jak przyjechałem było parno, w październiku  były dni (szczególnie wieczory no i noc oczywiście) bardzo mroźne tak że siedzieliśmy pod narzutą opatuleni i w bluzach zapiętych pod szyje; wiał też zimny górski wiatr. Natomiast teraz na przykład znowu jest ciepło, może nie upalnie ale około 20 - 23 st w dzień (tak jest od 2-3 dni) natomiast wieczorem np. wczoraj było 18 st. Zatem można siedzieć w koszulce z krótkim rękawem i otworzyć okno w pokoju na oścież. Zima podobno tu jest łagodna i dość krótka (max 3 miesiące bez śniegu raczej ale z mroźnym górskim wiatrem, a temperatura raczej dodatnia - ok. 5 st.) Mam nadzieję że przetrzymam zimę bez żadnych problemów :).

Problemy z prądem

Nie pisałem przez parę dni ponieważ nie było prądu, gdyż moi ziomale nie zapłacili rachunku. Jak się nie zapłaci w terminie to natychmiast odcinają dostawę. W ogóle to Aydem - firma zajmująca się dostawą energii elektrycznej jest do d.... Często są przerwy w dostawie prądu, wtedy wysiada prąd w całej dzielnicy, sygnalizacja nie działa itp. Nawet w restauracjach jest ciemno. Nikt nie jest zadowolony z działalności tej firmy, gdyż są opłaty nie wiadomo czasem za co i po prostu orżnie cię na każdym kroku. No ale ma ona monopol więc trzeba zaciskać zęby i machnąć ręką na to.  Na szczęście w końcu mamy gaz więc można sobie normalnie gotować na wszystkich palnikach a nie tylko na jednym elektrycznym.


 \Jeżeli chodzi o szkołę to wszystko jest chyba w jak najlepszym porządku, nie mam na co narzekać. Zajęcia są bardzo przyjemne, prowadzę je, mam nadzieję, w miłej atmosferze, nie stresuję uczniów itp. Ostatnio ktoś powiedział, że wyglądam jak Jim Carrey. nie wiem czy to komplement czy nie ;). W poniedziałek zaczynają się święta więc będzie 9 dni wolnego, być może już od najbliższego weekendu szkoła będzie zamknięta ale się jeszcze zobaczy.

sobota, 6 listopada 2010

Zamiast trzech mamy dwóch nauczycieli.

Dzisiaj dowiedziałem się, że Australijka zrezygnowała i wszystko się wymieszało. Nie wiadomo już kto ma kiedy, gdzie i z kim zajęcia. Oczywiście dodatkowych książek jeszcze nie ma, czyli w poniedziałek znowu będzie kabaret z 4 grupami i tylko dwoma książkami. W ogóle to dzisiaj byłem trochę śpiący na zajęciach, ponieważ moi współlokatorzy zapomnieli obaj klucza i wspinali się po balkonie a następnie stukali do mnie (około 4 rano) a potem jak to zwykle bywa hałasowali. Jak się rano dowiedziałem przesiedzieli całą noc i dopiero jakiś czas po moim wyjściu na zajęcia położyli się spać a wstali gdzieś koło 16 :D. Natomiast moi uczniowie, a było ich czerech z 6 którzy mi ostatecznie zostali, byli dziwnie pobudzeni (szczególnie na 4 godzinie). Nie dziwię się im gdy uczą się 4 godzinę, jak też bym dostawać hopla na ich miejscu. Ale nie znaczy to że mogą bezkarnie przerywać ciąg lekcji. Nie mogli opanować śmiechu i ja też już nie wytrzymałem i tylko załamałem ręce i pozwoliłem im odreagować. W sumie zrealizowałem, to co zaplanowałem, więc w sumie nic takiego się nie stało. Tak z drugiej strony, ciekawe co było w tej herbacie czy kawie które pili wcześniej :)